Untitled Document
Jonathan Swift
Największym osiągnięciem człowieka jest stworzona przez niego racjonalna cywilizacja -gtosil wiek XVIII, stulecie rozumu. Nic bardziej biednego: czlowiekjest istotą okrutną i bezgranicznie zakłamaną -odpowiadał Jonathan Swift.
Był Irlandczykiem niejako z przypadku i bardzo mu to pochodzenie doskwierało. Jego ojciec na krótko przed narodzinami Jonathana przybył z Anglii do Dublina, dochrapał się skromnej posadki, po czym zmarł. Matka chłopca wróciła do krewnych do Anglii, a syna pozostawiła pod opieką wuja, Godwina Swifta, który zapewnił chłopcu edukację w Trinity College, najlepszej wyższej uczelni Irlandii. Jonathan wybrzydzał jednak, że otrzymał jedynie "edukację psa", i gdy wuj zmarł, skorzystał z okazji, by spróbować szczęścia w Anglii. Tu, na dworze kuzyna, sir Williama Tempie'a, usiłował przeniknąć w "wielki świat". Nie udało się. Spróbował więc innej drogi. Przyjął święcenia duchowne kapłana anglikańskiego, ale parafię uzyskał znów nie w upragnionej Anglii, lecz w Irlandii, której nie cierpiał. Nawet wówczas, kiedy doszedł do godności dziekana anglikańskiej katedry św. Patryka w Dublinie.
Nie przeszkadzało mu to przekazywać niekiedy nawet trzeciej części własnych dochodów dla biednych irlandzkich dzieci. Widząc bezlitosną politykę Londynu wobec irlandzkiej kolonii, chwytał też za pióro, by z całą surowością i sarkazmem
interpelować w obronie pognębionych. Poruszony skrajną nędzą wielodzietnych irlandzkich rodzin ogłosił pismo zatytułowane Skromny projekt. Z udawanym chłodem racjonalnego projektodawcy dowodził w nim, że z punktu widzenia Londynu najbardziej opłaca się dzieci z takich rodzin sprzedawać rzeźnikom na mięso.
Podobnie sarkastycznych pism miał już wówczas za sobą więcej. Głośny stał się w Europie spór między zwolennikami literatury starożytnej i wielbicielami nowszych dokonań. Swift dał własną, szyderczą wersję: w pamflecie Bitwa książek pokazał ustawione w szeregu woluminy, które wyruszały na regularną wojnę.
Jego ostra, gryząca ironia znalazła zastosowanie nie tylko w odniesieniu do spraw bieżącej polityki. Swift obrócił ją przeciw całej ludzkości. W 1726 roku wydał jako druk anonimowy powieść przygodową dla dzieci. Jej bohater, żeglarz Lemuel Guliwer, trafia najpierw do krainy liliputów, następnie do kraju olbrzymów, przenika do środowiska szalonych wynalazców, a wreszcie - do kraju mądrych i szlachetnych koni. W trakcie tych podróży przekonuje się, że człowiek jest istotą mierną, często podłą. A jednocześnie z bezgraniczną pychą trwa zapatrzony we własne "osiągnięcia". Należy więc spojrzeć na niego - jak proponuje Swift - przez odwróconą lunetę. Okaże się wówczas tym, czym naprawdę jest: jednym z wielu, i to wcale nie najszlachetniejszym, mieszkańcem ziemi.
W tym przekonaniu Swift umacniał się coraz bardziej z każdym rokiem spędzonym na ogromnej, choć wyludnionej plebanii przy dublińskiej katedrze. Z karierą w Anglii pożegnał się ostatecznie. W dodatku o wiele szybciej, niż pragnął, zaczął żegnać się z tym światem. Guz mózgu przyprawił go o głuchotę, ślepotę i stany zamroczenia. Na trzy lata przed śmiercią utracił wszelkie władze umysłowe.
|
 |